Prowadzić każdy może!

Z kompletnie nieznanych mi przyczyn w fandomie RPG utrwaliło się przekonanie, że rola Mistrza Gry jest tylko dla wybranych, wymaga niezwykłego zestawu rzadkich umiejętności i w ogóle jest trudna. Lektura komentarzy na Panie i Panowie… sprawiła, że postanowiłem coś o tym napisać.

Nie jestem naiwny. Oczywiście zgadzam się, że zazwyczaj to po stronie Mistrza Gry leży więcej pracy i obowiązków. Utarło się, że to on organizuje całe spotkanie, zajmuje się przyniesieniem jakichś przekąsek, bardzo często udostępnia też lokal do grania. Czy sprawia to jednak, że rola ta jest jakkolwiek niedostępna dla przeciętnego gracza RPG?

Zdecydowanie nie. Za takie postrzeganie świata odpowiadają wygórowane oczekiwania, które narosły wokół roli MG, nie tylko w Polsce, ale też na Zachodzie. Z jakiegoś powodu zwykło się o tej roli myśleć jako o czymś specjalnym. Zakłada się, że to na MG spoczywa obowiązek zapewnienia wszystkim dobrej zabawy, dostosowania fabuły do postaci graczy (i do samych graczy, którzy przychodzą obejrzeć show, a nie zagrać sesję), znajomości świata i mechaniki – choć nie można się też ich za bardzo trzymać. Dodajmy do tego fakt, że nawet jeżeli sesję zepsują gracze, to jej mierna jakość rzutuje na MG, bo to jego sesja i jest za wszystko odpowiedzialny. Słowem – nie ma lekko.

16057153913_bf0a6649af_o
Jak widać prowadzić każdy może! /źródło

Spójrzmy jednak prawdzie w oczy – takie spojrzenie na RPG jest zwyczajnie szkodliwe i toksyczne. Zakłada się w nim, że MG jest swego rodzaju artystą, mającym zabawiać widownię (tutaj – graczy). Elitaryzuje się funkcję prowadzącego, będącą w rzeczywistości jedną z funkcji przy stole, zniechęcając tym samym wielu potencjalnych chętnych, których przeraża ogrom obowiązków. Wiele razy na własne uszy słyszałem, że ktoś boi się prowadzić. Nie, nie „nie ma ochoty” – boi się. Nie sądzicie, że coś jest mocno nie tak, że ktoś boi się uprawiać własne hobby?

Jasne, pojawiały się liczne argumenty broniące tej tezy. W końcu nie każdy fan muzyki nagrywa płytę, nie każdy mól książkowy zostaje kolejnym Stephenem Kingiem, a nie każdy miłośnik teatru staje na scenie, by zagrać Konrada w Dziadach. Problem jest jednak w tym, że wszystkie te porównania nie mają cienia sensu. Gry fabularne są rozrywką o tyle specyficzną, że jednocześnie jesteśmy autorem i konsumentem. Role te nie są rozdzielone i, co więcej, ich proporcje są podobne zarówno u graczy jak i MG. Zastanówmy się więc – czego trzeba, by zostać dobrym prowadzącym?

Niezależnie od tego, jak źle to zabrzmi – najważniejsze są dobre chęci. Wiem, wiem – dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, ale naprawdę nie da się bez nich obejść. Pozytywne nastawienie pozwoli nie załamywać się po pierwszych, zapewne nieudanych sesjach. Kolejne jest słuchanie. Po tym, jak już poprosimy o feedback, musimy go wysłuchać. Dobra komunikacja w drużynie to absolutna podstawa i nie da się bez tego obejść. Na koniec warto znać system który się prowadzi, zapoznać się z rozdziałem dla MG jeszcze raz (czasem są tam naprawdę wartościowe porady) i – jeżeli mamy wątpliwości, czy wiemy co i jak – przejrzeć kilka gotowych przygód, szczególnie ich strukturze fabularnej. To naprawdę wszystko.

 

microphone-2001751.png
Nie ma się czego bać. Siadaj za stołem i zacznij opowiadać historię.

Zapytacie gdzie te wszystkie słynne sztuczki narracyjne, handouty, mapy i inne cuda na kiju. Otóż nigdzie. To wszystko ozdobniki, które oczywiście mogą wzbogacić sesję, ale nie są niezbędne. Często lepiej bawiłem się u MG, którzy w ogóle nie bawili się takimi pierdołami, niż u tych, którzy właśnie na nich bazowali – to nie one robią sesję. Dobrą sesję robi synergia między wszystkimi uczestnikami, dobrze zastosowana mechanika, ciekawa, rodząca się podczas gry fabuła. I chipsy. Jeżeli do dobrej sesji potrzebujesz świeczek i mapy umoczonej w herbacie, to kijowy z Ciebie MG, mój drogi.

Wbrew temu, co możecie sobie pomyśleć, ten tekst nie ma was zniechęcić do używania świeczek i moczenia map w herbacie (choć jak będziecie zbyt dużo grać przy świeczkach, to popsujecie sobie wzrok), tylko do zaprzestania mitologizacji roli MG. Prowadzić każdy może, trochę lepiej, lub trochę gorzej – ale nie o to chodzi, jak co komu wychodzi. Chodzi o zabawę. Jeżeli wszyscy bawią się dobrze, to sesja jest dobra, MG jest dobry i nikt nie ma prawa mówić wam, że jest inaczej.

 


Autorem zdjęcia z nagłówka jest Julian Partridge. Więcej jej dzieł znajdziecie w tej galerii –https://www.flickr.com/photos/julianpartridge/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s