Mistrz Absolutny

Często zdarza mi się natykać na strasznie szkodliwy pogląd, który może niejedną sesję zepsuć – że MG to władza absolutna, alfa i omega, ubermensch. Nie mogę się z tym zgodzić. Takie postrzeganie roli prowadzącego rozrywkę powinno wrócić na swoje miejsce  – do lat 90. Mam na to swoje argumenty, więc przygotujcie się na solidną ich porcję. 

Sam pomysł tej, tak zwanej, „złotej zasady” jest chwalebny – dla ułatwienia gry dajemy prowadzącemu proste narzędzie do rozwiązywania wszelkich problemów. Jeśli nie wiesz, gdzie jest jakaś reguła, nie jesteś pewien co do interpretacji zasad, albo gracze sprzeczają się o coś – dostajesz mandat do podjęcia szybkiej decyzji. Bez marnowania czasu na przeszukiwanie podręcznika, które i tak mogłoby skończyć się bezowocnie. Wszystko świetnie, ale jak to wychodzi w praktyce?

W praktyce jest to narzędzie do ignorowania wszystkiego, co Mistrzowi nie odpowiada. Elementów mechaniki, świata, tworzenia postaci, historii bohatera – wszystkiego. Pozwala to na lenistwo, stawianie siebie jako Pana i Władcę rozgrywki, a przecież nie po to zasiadaliśmy do stołu. Do tego zostaje zaburzona jedna z kluczowych zasad stołu – przewidywalności rozrywki. Nie, nie chodzi mi o odgrywanie scenariusza. Jeżeli gram szermierzem, to diablo ważne dla mojej postaci są wszelkie sztychy opisane w podręczniku. Co, jeśli MG uzna, że są przekombinowane i je wywali. Zabija przyjemność z rozrywki. Nie mówię nawet o tym, że przestajemy grać w grę, którą kupiliśmy, a gramy w jej modyfikację – to nie jest ważne. Gdyby taka decyzja została podjęta wspólnie byłoby to fair. Nie decydowałbym się opierać postaci na tym aspekcie mechaniki. A tak? Zostałem zrobiony w… konia i teraz muszę:
a) zrezygnować z gry
b) zmienić postać
c) męczyć się z wadliwym konceptem
Rozumiecie już o co chodzi mi z tą przewidywalnością? Przy stole nie siadamy do gry Mistrza, tylko do naszej wspólnej. Wspólnie opowiadamy historię, zabijamy gobbosy i zbieramy skarby. MG nie jest wrogiem, nie jest reżyserem, jest współtwórcą. Nie może grać poza zasadami. Nawet, jeśli robiłby to cudowanie, to dla mnie niesmak byłby zbyt wielki.

Zaraz odezwą się głosy, że nie każdy MG tak robi. Jasne, nie każdy. Spotkałem jednak zdecydowanie zbyt wielu takich, którzy takie działania uznawali niejako za podstawę warsztatu prowadzącego. Jak gdyby granie według podręcznika i w zgodzie (i porozumieniu) z graczami sprowadzało na nas skazę, którą można złamać jedynie poprzez stworzenie postaci do FATALa. 200 razy. Nie, nie chcecie tego robić.

Może ja narzekam bez powodu. Może nie jest to idealny sposób na granie, ale jedyny dostępny. Coś jak z tą demokracją u Churchilla? Nie, nie jest tak. Nawet jeśli złota zasada przewija się niemal przez każdy podręcznik do gry fabularnej to nie oznacza to, że w każdej musi byś stosowana. Mam na to swoje przykłady, proszę bardzo.

Wolsung

Wolsung to taka gra, w której pozytywna rywalizacja na linii MG – Gracz jest wpisana w mechanikę. Głównym (mechanicznie) zadaniem Mistrza jest stworzenie dla graczy wyzwania. Czegoś, co zmusi ich od kreatywnego skorzystania z umiejętności postaci. Umiejętnego zagrywania kart i żetonów. Łamania gry.

To gra, w której BG są niesamowicie potężni, więc trudno im czegokolwiek zabraniać. Jasne, jeśli chcą z miejsca wskoczyć na wieżowiec, to szanse są raczej marne, ale tutaj powinniśmy dostać wsparcie reszty drużyny. Wszyscy chcemy zachowania konwencji i fajnej zabawy. Skoro nie chcemy im niczego zabraniać, to nie ma sensu nakazywać. Jasne, scenariusz może mieć zamkniętą strukturę. Ograniczona ilość opcji – fajnie. Jasne wskazanie limitu działań – też fajnie. Powiedzenie graczowi, że czegoś nie może – niefajne.

Pewnie widzicie, że piję do jednego – wspólnego poczucia konwencji i dobrej zabawy. Nie możemy zrzucać na barki MG ciężaru pilnowania działań każdego BG. Sesja jest nasza wspólna, więc i to, co dopuszczamy, powinno być nasze wspólne. Wolsung jest dla tego świetnym przykładem. BG nie mogą zginąć, chyba, że zdecydują inaczej. Część celów da się osiągnąć tylko ryzykując śmierć. Jasne zasady, jasna konwencja (co filmowe, to dobre) – i uznaniowość pozostaje w granicach rozsądnego minimum.

Fate Core

Grafika jest trochę myląca, bo Fate to mechanika uniwersalna. Co w niej tak bardzo ogranicza uznaniowość MG?

Podstawowym elementem tworzenia postaci są aspekty. To krótkie, jednozdaniowe opisy poszczególnych cech postaci. Zawód, historia, fizyczna cecha postaci – wszystko może się w tym zawierać. Każdy aspekt powinien mieć dwa końce – element pozytywny i negatywny.

MG winien więc o nie dbać. Może używać ich przeciwko graczowi (compel), ale musi za to poczęstować go Fate Pointem. Gracz tego FP może wydać, aby wpleść aspekt pozytywnie (invoke), albo też, żeby dodać niewielki element fabularny – drabinę w zaułku, przyjaznego barmana w knajpie, ot – drobiazgi.

Wszystko to powoduje, że prawo do narracji fluktuuje między poszczególnymi uczestnikami rozgrywki. Równie często będą mieli je gracze. A to podważa całą ideę złotej zasady.

Może czas na moje podsumowanie, w formie reinterpretacji złotej zasady: MG ma ostatnie słowo w dyskusyjnych kwestiach, ale nie może robić niczego przeciwko graczom. Jego decyzja może (a wręcz powinna) być skonsultowana z graczami, każda zmiana zasad zakomunikowana graczom, a władza MG nie powinna wykraczać poza fikcję. Karanie postaci za to, co robi gracz powinno być ostatecznością (i zachodzić tylko wtedy, kiedy to mniejsze zło, bo to ogólnie nie jest fajne). MG, który obnosi się ze swoją wszechwładzą powinien mocno przemyśleć swoją rolę. 

Może uznacie, że jestem maruda i czepiam się pierdół. Nie, jest jedna seria gier, w których uważam nieomylność MG za przydatną.

Świat Mroku

To seria gier, w których rola MG jest bardzo trudna. Budowa świata jest skomplikowana, stworzenie magicznej granicy immersji… Dobra, przetłumaczę z WoDziarskiego na nasze. Otóż – w Świecie Mroku rola MG jest złożona. Wymaga sporej dozy elastyczności (bo działania graczy zmieniają świat gry błyskawicznie), ale jednocześnie umiejętności zachowania spójności. W takim Magu: Wstąpienie uznaniowość dotycząca efektów jest jedynym sprawnym rozwiązaniem. Kierując się literą podręcznika Narrator podejmuje ostateczną decyzję. System wymaga wielkiego wyczucia, stąd jestem gotów na danie MG dodatkowego przywileju. Zwróci mi się to w fajowej rozrywce.

Na dziś to tyle. Mam nadzieję, że tekst się podobał.

P.S Grafika z nagłówka pochodzi z DeviantArta MoulinBleu. Sprawdzcie, jest cudny!
http://moulinbleu.deviantart.com/art/the-Dungeon-Master-365881616

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s